Bieg Ursynowa. Mój pierwszy start po kontuzji

pierwszy start po kontuzji - trenerka biegania

Mój powrót do biegania po kontuzji trwał i trwał. Myślałam, że to nigdy się nie skończy i będę zmuszona odwiesić buty na kołek. Na szczęście tak się nie stało i w końcu pod koniec kwietnia zaczęłam się ruszać.

Skąd pomysł na bieg?

Trenując już regularnie przez ok.5 tygodni, zrobiłam kilka konkretnych jednostek treningowych. Co prawda pierwszy ciągły jaki zrobiłam skończyłam na tętnie 180, więc to były prawie zawody 🙂 ale na kolejnych mimo niższego tętna nie potrafiłam się sama zmusić do wysiłku. Dlatego wpadł pomysł, aby wystartować Bieg Ursynowa. Plan był taki aby sprawdzić czy jestem w stanie przebiec piątkę po 4 minuty na kilometr… No to ruszamy.

Przed biegiem

Wstając rano nie czułam żadnego stresu. No dobra stresowałam się Emilem, bo na Ursynowie były rozgrywane Mistrzostwa Polski na 5km mężczyzn, więc jego start faktycznie lekko mnie stresował. Zjedliśmy śniadanie, tradycyjnie bułkę z dżemem i pojechaliśmy do Warszawy. Zaparkowaliśmy w miarę blisko startu i poszliśmy odebrać pakiety. No i została godzina do startu. Przypięłam numer, jeszcze łyczek wody i poszłam potruchtać. Na początku truchtałam z Emilem, ale dogonił nad Jakub Nowak i chłopaki mnie zostawili…

Wróciłam do samochodu i w cieniu, którego było jak na lekarstwo zrobiłam rozgrzewkę. Zostało 15 minut do startu, więc zmieniłam buty na startowe i nagle dopadł mnie stres. O matko ja po 7 miesiącach znowu stanę na linii startu! W tamtym momencie powinnam się cieszyć, że znowu mogę się ścigać. Jednak ja miałam chwilę zawachania i zastanawiałam się czy to na pewno dobry pomysł, że startuje… No ale ubrałam buty, trzy rytmy i pobiegłam na linię startu. Jeszcze tylko buziak na szczęście z Emilem i zaczęło się odliczanie: 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1

Start

No i ruszyliśmy. Mimo, że nie stałam całkiem z przodu to i tak spora grupa ludzi jeszcze mnie wyprzedziła. Szukałam baloników na 19 i 20 minut, ale nikt mnie nie wyprzedzał. Pierwszy kilometr miałam koło 3:57, lecę i mówię sobie, że jest ok, łapie się kolejnych osób, które mnie wyprzedzają. Koło drugiego kilometra zauważyłam, że mija mnie grupa z balkonikiem na 19 minut. Chciałam się ich przytrzymać jednak nie trwało to długo i grupa mi uciekła. Drugi kilometr również przebiegłam w 3:56 i już czuję, że lekko nie będzie, ale walczę sama ze sobą. Wlatuję pod kurtynę wodną, która trochę mnie ochłodziła. Na chodniku co jakiś czas słyszę swoje imię, doping kibiców sprawił, że się nie poddaję, trzeci kilometr minęłam w czasie 3:56 i wiem, że dalej lecę na złamanie 20 minut.

Kryzys…

Kryzys przyszedł chwilę później.Czułam, że głowa chcę biec, a nogi zaczynają się ciągnąć za mną. Zaczynam cierpieć i powoli tracić nadzieję na to, że złamie te cholerne 20 minut. Mijam po drodze linię startu i widzę, że Emil jest już na mecie, jednak rezultatu nie znam. Dobiegam do czwartego kilometra, a tam na zegarku 16:00 minut! I pomyślałam Kamila jesteś na styk, dwaj, ostatni kilometr, tylko jeden, dasz radę. Uwierzcie mi, że chciałam biec, ale nogi mnie nie słuchały. Dogoniła mnie Dominika Kłoda, która trochę mnie zmobilizowała i z powrotem zaczęłam jakoś biec, biegłyśmy tak jeszcze chwilę, zaraz była nawrotka i ostanie 500m.

Chciałam ruszyć od razu, ale trochę się bałam. Więc poczekałam do 300m i ruszyłam. Nie wiedziałam, że biegnąc z tyłu można jeszcze tyle osób wyprzedzić 🙂 Wydawało mi się, że finiszuje, jednak to nie był taki finisz jakim dysponowałam chociażby w zeszłym roku. Zbliżam się do mety, nie spoglądałam już na mój zegarek, tylko szukałam wzrokiem dużego zegara. Biegnę i biegnę jestem przed metą i go nie widzę. Dopiero jak przekroczyłam matę zobaczyłam, że na zegarze było koło 19:56 i mówię uff udało się i padłam za metą… Dobra, żartuje nie padłam, tylko usiadłam na chwileczkę. Dotarło do mnie, że plan minimum wykonałam, złamałam rzutem na taśmę 20 minut!!!

Za metą biegu Ursynowa - trenerka biegania
Teraz mogę na spokojnie dalej trenować i cieszyć się przede wszystkim bieganiem bez bólu. W lipcu i w sierpniu planuję obóz w górach, więc mam nadzieję, że na jesień złamie 40 minut na dyszkę 😉

A Wy co biegaliście w weekend?

PS. Łapcie tutaj pełne wyniki z biegu: wyniki

Kamila

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o